- Nie ma nic gorszego od domysłów, spekulacji i strachu.

ilę drasnąć czułe miejsce na szyi, podczas

Wynajetym samochodem. Pojechalismy za toba na Haight
wykrzywiona twarz. Zdawało jej sie, ¿e czuje jego silne uda
440
Nick, w zamysleniu mru¿ac oczy.
kolorowych much. - Nietutejszy. Od razu widac.
sposób, ¿e przez dziesiec minut na ekranie pokazuje sie
ciepło bijace od skóry Nicka i jego szorstki zarost pocierajacy
Wiedziałem, ¿e nie powinnismy byli sciagac go tutaj... Dobrze,
powinna sie z nim spotkac sam na sam.
Aleksa i Cissy. Koło nich stał oprawiony w złocona ramke
wiazałaby koniec z koncem i ciagle była w pracy. I tak nigdy
- Ledwo, ledwo. Jest w spiaczce. Mo¿e... mo¿e ju¿ z tego
James westchnał i zaczał cicho gaworzyc. Marla zamkneła
Czułam, ¿e nie moge oddac własnego dziecka, nie moge go

Łzy popłynęły jej po twarzy, łzy wściekłości i bólu, łzy wysiłku,

kościołem, potem przyczaili się w alejce wiodącej prosto na cmentarz.
jednym z etui. True chciał sięgnąć po etui z rachunkiem Milli, ale
koszmarów, w ogóle żadnych snów, które by pamiętała. - A ty jak się
Uspokoiła go pocałunkiem. Słowa były niepotrzebne. Mogły zniszczyć piękno poranka. Zamknęła oczy i przysłuchiwała się swojemu ciału, pożądaniu, które płynęło w jej żyłach, uniesieniu, które przepełniało jej serce. Najpierw ssał jej pierś delikatnie, całując i smakując, a potem zaczął robić to bardziej namiętnie. Przyciągnął ją szybko do siebie. Serce Cassidy waliło jak młotem, miała przyśpieszony, urywany oddech. - Słodka Cassidy. - Wyszeptał ochrypłym, spragnionym głosem. Jej palce czyniły cuda. Dotykała go, całowała, kochała. Wiedziała, że gdy jego chora noga wydobrzeje, nie wystarczy jej samo dotykanie. Nie próbował jej powstrzymać. Poddawał się czarowi jej dotyku, wyciągając się, gnąc i walcząc z nieuniknionym. W końcu znalazł się u szczytu, który okazał się krótką konwulsją. Oderwał się od ziemi, a potem opadł na nią z powrotem. Chwycił mocno Cassidy i przyciągnął do siebie. - Nie musiałaś... - Ćśś... - wyszeptała mu w pierś. - Przyszedł na to czas. - Ale ty nie... - Nie szkodzi. Spojrzał jej głęboko w oczy. - Połóż się na plecach. - Co...? - Twoja kolej. Roześmiała się. - Nie liczę punktów. - Wyciągnęła rękę po szlafrok. - Nie musi być remisu. - Oczywiście, że musi. - Przytrzymał rękę Cassidy swoją silną dłonią. Materiał ześlizgnął jej się z ramienia. - Chase... Był nieugięty. Szybko przewrócił ją na plecy i przytrzymał ją przy ziemi nogą w gipsie. - Zaczął swoje misterium. Dotykał jej powoli. Jednym palcem błądził wzdłuż kręgosłupa, a wargami odnajdował miejsca i zagłębienia, o których istnieniu dawno zapomniała. Badał ją doświadczonymi palcami i językiem. Zalewało ją ciepło przenikające do głębi. Jej ciało, od dawna lekceważone, zaczęło płonąć. Była spocona. Chase powoli rozchylił jej nogi i zanurzył palce w jej ciepłej kobiecości. Świat zaczął wirować wokół niej. Wygięła się na piasku niecierpliwie, a on całował jej brzuch, piersi i uda. Nie mogła tego powstrzymać. Poczuła, że zbliża się do szczytu. Wyszeptał jej imię. - Cassidy, och, kochanie... Świat eksplodował. Przed jej oczami wybuchły światła i rozprysnęły się w miliony kolorowych iskier, które zmieszały się głęboko w jej sercu i pobiegły daleko, na krańce wszechświata. Leżała zdyszana, upajając się widokiem Chase’a i zastanawiając się nad ich przyszłością. Razem? Osobno? Paliło ją pragnienie poznania przyszłości, chęć zaufania mu i kochania go. Chciała zapomnieć o wszystkim innym. - Zadowolona? - spytał opanowanym głosem. Siedział na piasku obok niej. Jakoś udało mu się pozapinać guziki u spodni. W oczach miał żal. - Tak, ale... - Tego chciałaś, prawda? - Słowa raniły jak ostrze noża. Na jego twarzy malowało się coś więcej niż złość. - Teraz jedynie tyle mogę ci dać. - Nie rozumiem... Patrzył na staw. - Chciałaś mnie uwieść i udało ci się. - Ja, uwieść ciebie? - Nagle otrzeźwiała. Złość zdusiła ostatnie promyki rozkoszy. - Przecież to ty za mną tutaj przyszedłeś. - Tak, jak chciałaś. Wiedziałaś, że nie mogę się powstrzymać. - Ja nie... - Nie kłam, Cassidy. - Stanął, wspierając się na kuli i patrzył na nią z góry. Jego usta, przed chwilą takie ciepłe i kochające, teraz były zacięte i tworzyły płaską, złowrogą linię. - To nie w twoim stylu. Czar poranka prysł. - Ubierz się. - Wbił kulę w piach. - Jeszcze cię ktoś zobaczy i dostaniesz więcej, niż chcesz. - Ty arogancki, samolubny sukinsynu! - wrzasnęła. - Myślisz, że ja... - Nie wiem, co myśleć, Cassidy. Dlatego, że tak naprawdę cię nie znam. - Chase... - A ty nie znasz mnie. Pokuśtykał do domu. Została sama. Wpatrywała się w napięte mięli śnie jego pleców. Nie miały blizn, były gładkie i przypomniały jej, jak bardzo pragnie jego dotyku, jak bardzo chce się z nim kochać i jak jest zdesperowana.
pana Hatchera, to gość nie doczekałby chyba wieczora. Jak śmiał
otrzymanym ostatnio koszu.
Przechylił na bok głowę, jakby rozważając propozycję.
- Dopiero go odnaleźliśmy! - krzyczał. - Jak możemy zrobić coś
6
Zawahała się. Zazwyczaj używali krótkofalówek, ale tym razem
Milla zacisnęła pięści.
- To ty mnie wtedy napadłeś - powiedziała przerażona i zszo
jak najgorsze zamiary Ale kiedy dostrzegali, kto prowadzi
Miała nadzieję, że te trzy minuty wystarczą, by Diaz i jego
Juarez się nie liczył.

©2019 www.pod-latwo.mielno.pl - Split Template by One Page Love